Ameryka i ja: Prać? Prać!

10 kwietnia, 2011

Prać? Prać!

O boksie nie wiem za wiele. Tyle co widać. Leją się i tyle. W sobotę wieczorem oglądałam "pranie" na żywo. W Newark Tomasz Adamek prał się z Kevinem McBridem. Pranie nie zakończyło się nokautem, tak więc musiałam poczekać do końca dwunastej rundy by się upewnić na sto procent, że nasz wygrał. Wygrał.

Przyznaję uczciwie, dla mnie najlepsza walka bokserska to taka, która kończy się nokautem. Nie dlatego, że tak bardzo upaja mnie widok ostrego lania, ale dlatego, że przynajmniej wiem kto wygrał. Jeden pada na deski (sędzia liczy), drugi już wskakuje na liny narożnika, podnosi ręce do góry i wszystko jasne. A tak? Jakiś nokaut techniczny, jakieś punkty, jakieś liczenie, kto się w tym połapie? Na pewno nie ja. Myślę tak sobie nawet, że większość facetów nie ma o tym pojęcia, ale oczywiście w życiu się do tego nie przyzna. Mniejsza z tym.


 Z smaczków : w hali było jakieś kilka tysięcy osób (wśród nich 40 duchownych po cywilu, którzy dostali bilety od Adamka). W telewizji pewnie wyglądało, że hala pękała w szwach. Cóż, w telewizji nie pokazali zapewne wielkich, długich, ciemnych zasłon, dzięki którym w magiczny sposób zmniejszono salę o kilka tysięcy siedzeń (ale to taki szczegół). Swoją drogą ciekawe też czy pokazali jak dwóch operatorów kamer niemal spadło z ringu. Dwukrotnie było takie pranie, że chłopakom prawie się oberwało (przez przypadek). Ludzie pod ringiem musieli ich łapać, inaczej mogliby nieźle się poturbować :)

Tyle o sobotnim wieczorze. W niedzielę za to doszło do bliskiego spotkania z gwiazdą (przez przypadek). O tym jednak napiszę jutro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.