Ameryka i ja: Motyli biznes

05 kwietnia, 2011

Motyli biznes

Są ludzie (kolekcjonerzy) skłonni zapłacić kilkaset a nawet kilka tysięcy dolarów za wyjątkowy okaz motyla. Na amerykańskim rynku ukazała się właśnie książka pt. Winged Obsession, w której według zapowiedzi wydawcy, opisano w jaki sposób handluje się motylami na czarnym rynku. Autorka, Jessica Speart nakreśliła w niej też sylwetkę najsłynniejszego przemytnika w tym wartym 200 milionów dolarów biznesie.

 Nie czytałam tej książki, ale trafiając na tę informację przypomniała mi się nietypowa wystawa (jeśli można to nazwać wystawą), którą widziałam w Muzeum Historii Naturalnej w Waszyngtonie. W jednej z sal ustawiono niewielki, zamknięty pawilon, do którego za jednym razem może wejść kilkanaście osób. Wewnątrz fruwa kilkaset kolorowych, egzotycznych motyli. Niektóre na widok aparatu fotograficznego składają skrzydła, bądź kryją się gdzieś po kątach. Inne, bardziej odważne siadają na ramionach, włosach czy chwytają się nogawki albo rękawa. Zanim wejdzie się do pawilonu jest krótki instruktaż na temat co wolno a czego nie. Potem można już tylko wypatrywać najpiękniejszych i najbardziej spektakularnych okazów. To miejsce, które uwielbiają dzieci. Większość z nich piszczy ze szczęścia. Dorośli też stoją jak zaczarowani. Czasem za długo (zwłaszcza dla tych czekających przed pawilonem na swoją kolej). Przed wyjściem z "krainy motyli" pracownik muzeum lustruje każdego z gości od stóp do głów. Chce mieć pewność, że żaden nie został na ubraniu.

Wstęp do Muzeum Historii Naturalnej jest bezpłatny, jednak za możliwość wejścia do pawilonu trzeba zapłacić sześć dolarów. Opłata wynika z kosztów tej ekspozycji. Motyle żyją tylko od dwóch do czterech tygodni, potrzeba więc ciągłych dostaw nowych owadów z Afryki, Ameryki Południowej, Malezji czy Australii. Raz w tygodniu wstęp jest jednak bezpłatny. To wtorek. Należy pamiętać, że wtorek to dzień dla cierpliwych, bo kolejki do pawilonu raczej uniknąć się nie da.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.