21 kwietnia, 2011

Między ślubem a wahadłowcem

Książę William i Kate Middleton biorą ślub. 29 kwietnia świat zapłacze ze wzruszenia. Amerykańskie media trąbią o tej ceremonii od wielu tygodni, restauracje i kluby prześcigają się w ofertach proponujących zbiorowe oglądanie wydarzenia na dużym ekranie. Sytuację komplikuje trochę fakt, że w Ameryce, na wschodnim wybrzeżu będzie wtedy szósta rano a na zachodnim trzecia w nocy. Nie wiem co zaplanowano np. w Los Angeles, ale w Waszyngtonie można wybrać się na przykład przed pracą do Ritza, na śniadanie za 40 dolców połączone z oglądaniem ślubu na 60-calowym ekranie. Impreza zaczyna się o piątej rano. Jeśli ktoś miałby ochotę wprawić się w królewsko-ślubny nastrój nieco wcześniej niż w 29 kwietnia o świcie, może sobie zarezerwować nocleg w tym hotelu za ponad 400 dolarów. W pakiecie koktajl z Williamem i Kate w nazwie, babeczki w kształcie pierścionka zaręczynowego z szafirem (krem będzie robił za szafir?) a także książka o młodej parze. Oczywiście w cenie jest też wspomniane wcześniej śniadanie. Aaaa i jeszcze będzie można pobawić się jednym z hotelowych iPadów :)

To będzie wielki dzień. Naprawdę. Ludzie niemal przykleją się do telewizorów (niektórzy). Nieoczekiwanie data ślubu zbiegła się z przełożoną, ostatnią misją wahadłowca Endeavour. Tym sposobem na ekranach plazm pojawi się konkurencyjna para, astronauta Mark Kelly, dowódca załogi wyruszającej na Międzynarodową Stację Kosmiczną oraz jego żona, postrzelona w głowę kongresmenka Gabrielle Giffrods, która pierwszy raz pokaże się publicznie od czasu wypadku. Pani Giffords będzie oglądała start na Przylądku Canaveral. Astronauta i kongresmenka zapewne skradną więc trochę uwagi młodym małżonkom z Londynu ( już będzie po ślubie, start zaplanowano późnym popołudniem). Wszak wielu chce zobaczyć jak sobie radzi postrzelona demokratka, jak macha (?) w kierunku wznoszącego się w kierunku nieba statku kosmicznego a dookoła wiwatuje tłum. To będzie coś, zwłaszcza dla stacji telewizyjnych.

Jednak to nie wszystko. Na start wybiera się też ....prezydent USA i to nie sam. Razem z żoną i córkami. Barack Obama skradnie więc zapewne trochę uwagi kongresmence, bo w końcu Gabrielle Giffords będzie jedna (może z kimś z rodziny, ale to w końcu anonimowe osoby). Pan Barack będzie miał natomiast obok siebie panią małżonkę Michelle oraz dziewczęta, córki Malię i Sashę. Ciekawe czy będzie Bo (pies). Pani Obama mówiła ostatnio w wywiadzie, że Bo to "najbardziej popularny Obama". Lepiej więc żeby został w Waszyngtonie, albo poszedł na spacer z jakimś agentem Secret Service. Ważne by był poza zasięgiem wzroku. W przeciwnym razie skradłby trochę uwagi swojemu panu:)

1 komentarz:

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.