Ameryka i ja: Lekcja w galerii

16 marca, 2011

Lekcja w galerii

Wystawa prezentująca twórczość Paula Gauguina w Galerii Narodowej w Waszyngtonie jest oszałamiająca. 120 prac, większość to płótna, oprócz tego szkice, pastele i trochę rzeźb. Byłam dwa razy. Za pierwszym, zabrakło mi też czasu żeby obejrzeć dokument wyświetlany przy okazji ekspozycji. Ale nie o wystawie chcę dziś napisać. To będzie impresja na temat samej galerii przy okazji wystawy dedykowanej wielkiemu impresjoniście.

Pierwszy raz byłam w głównym audytorium galerii gdzie wyświetlany jest film o Paulu Gauguinie. Audytorium jest niczym innym, jak wielką salą kinową na lekko ponad sto miejsc. Dobre fotele, świetne nagłośnienie i wielki ekran plus za darmo wstęp (podobnie do galerii). Galeria Narodowa to dwa budynki, zachodni i wschodni. Oba są połączone podziemnym, bardzo efektownym i wygodnym tunelem. Wygodnym, ponieważ na całej długości przebiega taśmociąg, dzięki czemu nie trzeba iść. Efektownym, ponieważ tunel jest fantazyjnie oświetlony, mam takie skojarzenia droga mleczna, kosmos, gwiazdy. Nie byłam jedyną osobą, która sięgnęła po aparat w komórce by utrwalić przejażdżkę po taśmociągu.




Po zejściu z taśmociągu (jeśli przemieszczamy się z budynku wschodniego do zachodniego) trafiamy wprost do kafeterii. Tu można coś przegryźć, napić się kawy czy po prostu chwilę odpocząć. I tu też wiele osób robi zdjęcia, bowiem dość widowiskowo prezentuje się szklana ściana, po której spływa woda z fontanny stojącej na zewnątrz budynku. Szklana konstrukcja znajduje się na terenie wspomnianej kafeterii w podziemiach galerii. Ładny widok w czasie przerwy na lunch.


W Galerii Narodowej w Waszyngtonie zwykle jest jak w ulu. Z resztą w większości muzeów przy National Mall, który jest wielkim, zielonym teren w sercu amerykańskiej stolicy, zawsze jest tłok. Muzea są bezpłatne, ludzie odwiedzają je więc z ochotą, nie wspominając o szkolnych wycieczkach. Moją uwagę zwróciła jedna z grup. Były to dzieci ( jakieś 12-14 lat), które siedziały na podłodze przed jednym z obrazów. Na środku stał chłopiec z kartką w ręku i referował, odpowiadał też na pytania siedzących po turecku (z boku stała pani, zapewne nauczycielka). Była to najwyraźniej lekcja w muzeum. Świetny pomysł.

1 komentarz:

  1. Szkoda, ze tak malo napisalas o tak wspanialym muzeum. Ja tez wrocilem na drugi dzien by dokonczyc wizyte i doogladac pare rzeczy z poprzedniej wizyty. "Nacykalem" setki zdjec :)
    Bardzo podobalo mi sie, ze spotkalem kilka osob, ktore malowaly sobie kopie obrazow. W tym celu naszykowane byly sztalugi i nawet folie by nie pobrudzic podlogi. Podobne osoby spotykalem w innych muzeach, ale tylko w Stanach. Z checia zaczynaly rozmowe gdy widzialy, ze ktos sie interesuje ich dzielem. Tutaj jedna pani byla zachwycona, gdy jej powiedzialem, ze jej kopia, moim zdaniem, jest lepsza od oryginalu, gdyz nie jest taka mroczna i kontury sa wyrazniejsze. I naprawde ci ludzie ladnie maluja.
    Co do muzeum to szkoda tylko, ze jeden z najbardziej znanych obrazow Salvadora Dali dali w takim malo eksponowanym miejscu ...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.