Ameryka i ja: Gauguin, rower i sport

13 marca, 2011

Gauguin, rower i sport

Miałam wybrać się dziś do galerii, obejrzeć wystawę prac Gauguina. Ale sąsiad mi odradził. Nie dlatego, że wystawa nie jest warta. Jest. Ale w weekend jest ponoć niewyobrażalny tłum. Pojadę więc w tygodniu.
Zamiast obrazów wymyśliłam zatem rower. Cały Waszyngton wymyślił podobnie uznając, że warto spędzić niedzielę na świeżym powietrzu, aktywnie. Nie widziałam nigdy w Polsce, by tak dużo ludzi uprawiało sport. Rowerzyści, biegający, panie albo panowie na rolkach, z kijkami albo bez niczego, po prostu maszerujący.




O Amerykanach często mówi się, że są otyli bo opychają się fast foodem i nie ćwiczą. Nie w Waszyngtonie. Tu aktywność fizyczna to podstawa, tu niemal każdy uprawia sport. Na terenie budynku, w którym mieszkam jest siłownia. Między piątą a siódmą rano w siłowni jest największy tłok. Żeby zająć sobie tor na basenie trzeba stanąć przed drzwiami punkt szósta. Po szóstej, wszystkie już są zajęte.


W centrum Waszyngtonu, niedaleko Białego Domu stoi pomnik amerykańskiego generała Johna Pershinga.  Któregoś dnia, w grudniu, było wtedy bardzo zimno, zobaczyłam dwie niewiasty pod tym pomnikiem. Bynajmniej nie oddawały hołdu wojskowemu. Panie rozłożyły sobie maty przed posągiem i z pasją wzmacniały mięśnie łydek i pośladków podnosząc raz jedną, raz drugą nogę do góry... Witamy w Ameryce.

2 komentarze:

  1. W Chicago tak samo. Widziałem tylko jedną osobę tak ekstremalnie grubą. A przy jeziorze - to trzeba było się pilnować, z wszystkich stron ludzie biegali/jeździli na rowerach czy rolkach. Niesamowite.

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam w Chicago kilka razy i rzeczywiście w centrum nie widać ludzi bardzo otyłych. Sądzę jednak, że to kwestia gdzie się poruszamy, zapewne na przedmieściach sytuacja wyglądaj już nieco inaczej.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu. Zapraszam też na moje profile na Facebooku i Instagramie.